„Są zjednoczeni”: Demokraci z Kalifornii idą dalej z podatkiem dla miliarderów w wysokości 5%
Autor Maksym Misichenko · ZeroHedge ·
Autor Maksym Misichenko · ZeroHedge ·
Co agenci AI myślą o tej wiadomości
Konsensus panelu jest niedźwiedzi wobec Propozycji 40, jednorazowego 5% podatku od majątku kalifornijskich miliarderów. Argumentują, że ryzykuje on przyspieszeniem emigracji, sporami o wycenę i przyszłymi niedoborami dochodów, z potencjałem, że podatek stanie się powtarzalny i wywoła lata sporów sądowych.
Ryzyko: Największym pojedynczym ryzykiem wskazanym jest potencjalne przekształcenie się podatku w stały, co doprowadzi do trwałego dyskonta wyceny firm z siedzibą w Kalifornii oraz masowej przymusowej likwidacji.
Analiza ta jest generowana przez pipeline StockScreener — cztery wiodące LLM (Claude, GPT, Gemini, Grok) otrzymują identyczne instrukcje z wbudowaną ochroną przed halucynacjami. Przeczytaj metodologię →
„Są zjednoczeni”: Demokraci z Kalifornii idą naprzód z 5-procentowym podatkiem od miliarderów
W wydarzeniu, które absolutnie nikogo nie zdziwi, około 380-osobowa rada wykonawcza Kalifornijskiej Partii Demokratycznej zebrała się w ten weekend w nadmorskim Sheraton w San Diego i zagłosowała za poparciem Propozycji 40 – „jednorazowego” 5-procentowego podatku od majątku netto około 200 miliarderów w stanie – przekraczając 60-procentową większość kwalifikowaną wymaganą do oficjalnego błogosławieństwa partii, na trzy miesiące przed tym, jak wyborcy wydadzą werdykt 3 listopada.
Duży transparent widoczny na wiecu poparcia dla proponowanego „podatku od miliarderów” w Los Angeles 18 lutego 2026 r. | Jae C. Hong/AP
Jeśli przejdzie – mieszkańcy Kalifornii, którzy 1 stycznia 2026 r. będą mieli majątek netto w wysokości 1 miliarda dolarów lub więcej na dzień 31 grudnia 2026 r., będą winni Sacramento pięć centów od każdego dolara. Nieruchomości będące w bezpośrednim posiadaniu są w dużej mierze wyłączone – co oznacza, że autorzy wyłączyli tę jedyną klasę aktywów, która nie może wsiąść do Gulfstreama. Inicjatywa wyszła od głównego związku zawodowego służby zdrowia, Service Employees International Union United Healthcare Workers West (SEIU-UHW), który twierdzi, że przyniosłaby 100 miliardów dolarów na zrekompensowanie tego, co nazywa głębokimi cięciami w finansowaniu opieki zdrowotnej za administracji Trumpa. Postępowi prawodawcy, w tym senator Bernie Sanders i kongresmen Ro Khanna, oklaskiwali ją. SEIU twierdzi, że przyniesie około 100 miliardów dolarów, głównie na uzupełnienie federalnych cięć w opiece zdrowotnej, z pewnymi okruchami przeznaczonymi na edukację i pomoc żywnościową.
Arytmetyka: 100 miliardów dolarów przy stawce 5% zakłada około 2 bilionów dolarów majątku netto miliarderów, który posłusznie pozostanie w Atherton i Bel Air do końca roku, wyceniony według wartości rynkowej i wystarczająco płynny, by wystawić czeki na dziewięcio- i dziesięciocyfrowe kwoty dla Franchise Tax Board.
„Mocno popieram oddolną inicjatywę w Kalifornii, by nałożyć 5% podatek majątkowy na 200 miliarderów wartych 2 biliony dolarów” – powiedział Sanders o podatku. „To model, który powinien być naśladowany w całym kraju, dlatego wkrótce przedstawię ogólnokrajowy podatek majątkowy od miliarderów”.
Tak: Potrzebujemy podatku majątkowego od miliarderów. pic.twitter.com/2OUwSos5De
— Bernie Sanders (@BernieSanders) 30 grudnia 2025 r.
Sam weekend był demokracją w jej najbardziej wystawnej formie. Związek zorganizował apartament gościnny i rozdawał czapki i koszulki świętujące konfiskatę cudzych bilansów, podczas gdy kampania „Nie dla Prop 40” – w której szeregach znajduje się California Medical Association (tak, lekarze sprzeciwiają się mierze napisanej, by ich finansować, nazywając jednorazową daninę wadliwą odpowiedzią na powtarzającą się dziurę), choć jej prawdziwym bankierem jest jeden ze współzałożycieli Google, o którym więcej poniżej – podobno zebrała około 7000 dolarów na pokoje hotelowe i podróże dla wybranych członków rady za pośrednictwem wynajętej firmy konsultingowej. Obie strony zbierały głosy jak w dźwigniowej walce pełnomocników, którą to w istocie było.
Następnie przewodniczący związku ogłosił, że poparcie rozstrzyga kwestię jedności Demokratów w sprawie tej inicjatywy. Jasne – minus urzędujący demokratyczny gubernator, własny kandydat partii na jego następcę, California Teachers Association i strażacy stanu. Kiedy nawet związek nauczycieli nazywa podatek zbyt dużym, to coś mówi.
Gavin Newsom – człowiek, który nigdy nie spotkał strumienia dochodów, którego by nie polubił, dopóki nie zagroziło to jego ambicjom na 2028 rok – nagle odkrył krzywą Laffera, ostrzegając, że najwięksi podatnicy stanu mogą po prostu wyjechać.
Po tym, jak inicjatywa zakwalifikowała się w czerwcu, on i jego sojusznicy naciskali na związek, by ją wycofał. Kontroferty związku mówią wszystko o trwałości „jednorazowości”: na kilka dni przed terminem wycofania 25 czerwca, publicznie zaproponował on zamianę 5-procentowej daniny na 2-procentową wersję, którą Newsom przeforsowałby przez legislaturę – odrzucił – i, według LA Times, szef związku Dave Regan osobno zaproponował w prywatnych negocjacjach wycofanie inicjatywy w zamian za pomoc w zabezpieczeniu kontraktów związkowych w kilku placówkach medycznych – żądanie, któremu zaprzecza. Tymczasowy podatek był od samego początku zaliczką. Tymczasem Bernie Sanders i Ro Khanna dopingują z boku – żaden z nich, jak zauważamy, nie będzie wypisywał czeku. Newsom ze swojej strony teraz agituje za federalnym podatkiem majątkowym – którego miliarderzy nie mogą uniknąć, przeprowadzając się – co przyznaje rację całej argumentacji przeciwko temu.
W maju jeden ze współautorów kontrowersyjnego podatku w Kalifornii zdawał się sugerować, że danina może wykraczać poza jednorazowe nałożenie. Marksistowski profesor ekonomii Emmanuel Saez, pochodzący z Francji, skomentował to podczas gorącej debaty z ekonomistą Arthurem Lafferem na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.
„Nie sądzę, żeby to był jednorazowy podatek. Ponieważ nie można zaskoczyć miliarderów więcej niż raz” – powiedział Saez. „Nawet wtedy, być może niektórzy z nich spodziewali się czegoś takiego. Więc będzie to debata o tym, wiecie, stałym podatku majątkowym z niską stawką, który będzie obowiązywał przez kilka lat”.
Jak te podatki zwykle się kończą
Czy ci ludzie kiedykolwiek się uczą? Przypomnijmy New Jersey około 2016 roku, kiedy zmiana adresu jednego menedżera funduszu hedgingowego na Florydę sprawiła, że urzędnicy budżetowi Trenton publicznie obawiali się o prognozy dochodów stanu – jeden facet, jedna przeprowadzka, jedna panika fiskalna. Przypomnijmy najbogatszego mieszkańca Illinois, Kena Griffina, który w 2022 roku spakował całą swoją firmę z Chicago do Miami, zabierając ze sobą podobno największy indywidualny rachunek podatkowy w stanie. Przypomnijmy najsłynniejszego byłego mieszkańca Północno-Zachodniego Pacyfiku, który w 2023 roku nagle polubił Południową Florydę, zaledwie kilka miesięcy po tym, jak nowy podatek od zysków kapitałowych Waszyngtonu przetrwał kontrolę sądową – a następnie zbył miliardy akcji z wygody stanu, który nie opodatkowuje żadnego z tego. Przypomnijmy najbogatszego człowieka świata, który w 2020 roku przeniósł się z Kalifornii do Teksasu, a jego firmy podążały za nim jak kaczuszki.
I to nie tylko amerykański gatunek. Norwegia podniosła podatek majątkowy w 2022 roku i natychmiast obserwowała, jak procesja jej najbogatszych obywateli ustanawia rezydencję w Szwajcarii. Francja prowadziła wielki eksperyment przez dziesięciolecia, wykrwawiając dziesiątki tysięcy milionerów za swoje granice, aż Macron w końcu uśmiercił ISF – zachowując, w ostatecznej ironii, podatek majątkowy wyłącznie od nieruchomości, jedynej rzeczy, która nie mogła uciec. Autorzy Prop 40 przestudiowali tę lekcję i odwrócili ją: zwolnili to, co nieruchome, opodatkowali to, co mobilne.
Kalifornia oczywiście od lat wmawiała sobie ten wynik – ustawa o podatku majątkowym z 2023 roku z jej niesławnymi przepisami retroaktywnymi dla byłych mieszkańców upadła w komisji, ale wiadomość została odebrana głośno i wyraźnie w Austin, Miami i Incline Village. Stan stracił miejsce w Kongresie po spisie z 2020 roku po raz pierwszy w swojej historii, netto migracja wewnętrzna trwa od lat, a górny 1% już dostarcza ponad 40% dochodów stanowych z podatku dochodowego. Gęsi nie tylko znoszą złote jajka; one niosą całe gospodarstwo.
A jeśli chodzi o ten wpis o Incline Village: Sergey Brin przeniósł się w zeszłym roku na stronę Nevady nad jeziorem Tahoe – bezpiecznie przed datą graniczną 1 stycznia – i od tego czasu wpompował około 82 milionów dolarów w kasę strony przeciwnej, komitet o nazwie Building a Better California, który zebrał ponad 118 milionów dolarów od mniej niż kilkunastu darczyńców, a Peter Thiel wrzucił osobne 3 miliony dolarów na California Business Roundtable, lobby stanowiące instytucjonalną opozycję. Brin nie wyjechał sam: co najmniej sześciu miliarderów opuściło stan przed zamknięciem daty rezydencji, obcinając szacunkowo 27 miliardów dolarów z prognozowanego łupu, zanim wydrukowano choćby jedną kartę do głosowania. Każda anegdota w tym gatunku ma teraz żywą, lokalną wersję – człowiek, którego fortuna została wybita w Mountain View, finansuje walkę przeciwko kalifornijskiemu podatkowi, którego już zaaranżował, by nie być winnym.
Pułapka już się zatrzasnęła: ponieważ rezydencja została ustalona na 1 stycznia 2026 roku, wyjazd teraz nie pozwoli uniknąć tej daniny, jeśli przejdzie – ta pułapka zamknęła się osiem miesięcy temu. To, co daje wyjazd teraz, to gwarancja, że nie będzie się tu na sequel. Spodziewajcie się więc grudniowej śnieżycy restrukturyzacji trustów, zobowiązań charytatywnych i sporów o wycenę niepłynnych prywatnych udziałów, a następnie konstytucyjnej bójki, która utrzyma prawników z renomowanych kancelarii przy rozliczaniu godzin dobrze w latach 30. XXI wieku. Ściągnięcie 5% z pozycji w prywatnej spółce od założyciela nowo zamieszkałego w Teksasie będzie spektaklem.
Sondaże pokazują silną większość demokratów w Kalifornii na pokładzie i węższą większość całego elektoratu – co oznacza, że ta rzecz absolutnie może przejść. Kampania „Nie” nazywa inicjatywę „złą dla naszego budżetu, złą dla naszej gospodarki i złą dla naszej przyszłości”.
Tyler Durden
Pon, 03.08.2026 - 18:00
Cztery wiodące modele AI dyskutują o tym artykule
"Prop 40 przyspiesza wieloletni trend odpływu miliarderów i korporacji z Kalifornii, trwale kurcząc bazę podatkową stanu."
Artykuł przedstawia Prop 40 jako przewidywalny fiskalny samosabotaż: „jednorazowy” 5-procentowy podatek majątkowy od netto wartości majątku miliarderów z Kalifornii szacowanej na ~2 biliony dolarów, który przyśpieszy emigrację, spory dotyczące wyceny i przyszłe niedobory przychodów. Skoro już obecnie najwyżej zarabiający 1% dostarcza >40% podatku dochodowego, a sześciu miliarderów (w tym Brin) opuściło stan, to optymistyczny przychód rzędu 100 miliardów dolarów wydaje się mało realny. Zmiana stanowiska ze strony Newsoma, opozycja związków nauczycieli i strażaków oraz własne przyznanie Saeza, że podatek nie pozostanie jednorazowym, podkreślają ryzyko krzywej Laffera. Niemniej jednak przewlekłe luki budżetowe Kalifornii i progresywne supermajośści czynią przyjęcie takiego rozwiązania realną możliwością, co stworzy precedens dla wielu lat trwających sporów sądowych i ucieczki kapitału.
Najsilniejszym argumentem przeciwko temu pesymistycznemu odczytowi jest to, że rzeczywista jednorazowa opłata nałożona na już uwięzione dane z dnia 31 grudnia 2026 roku mogłaby wygenerować realne przychody przed kolejną falą emigracji, a przeznaczenie tych środków na ochronę zdrowia mogłoby złagodzić natychmiastowe cięcia usług, które w przeciwnym razie wywołałyby jeszcze większy spadek gospodarczy.
"Wdrożenie podatku od majątku wywoła trwałą, negatywną rewaluację podmiotów z siedzibą w Kalifornii z powodu wzrostu kosztu kapitału i odpływu płynności od osób o wysokim majątku."
Prop 40 to desperacki ruch fiskalny, który ignoruje elastyczność kapitału. Choć artykuł słusznie podkreśla zjawisko „ucieczki gęsi z farmy”, ryzyko rynkowe jest tu głębsze: sygnalizuje ono strukturalną zmianę w reżimie podatkowym Kalifornii, która wywoła trwały dyskonto wyceny dla każdej firmy z siedzibą w tym stanie. Jeśli to przejdzie, czeka nas masowe, wymuszone wydarzenie likwidacyjne pod koniec 2026 roku, gdy miliarderzy będą w popłochu równoważyć portfele, aby spełnić wymogi płynnościowe. Etykietka „jednorazowy” to przezroczysta fikcja; gdy stan ustanowi infrastrukturę administracyjną do śledzenia wartości netto, nieuchronnie stanie się to powtarzalnym narzędziem dochodowym do łatania chronicznej strukturalnej dziury budżetowej stanu.
Jeśli podatek przetrwa wyzwania prawne, teoretycznie mógłby ustabilizować finansowanie służb zdrowia i zapobiec głębszemu, bardziej chaotycznemu kryzysowi budżetowemu związanemu z dalszymi cięciami, który jeszcze bardziej pogorszyłby rating kredytowy stanu.
"Szacunkowy przychód z propozycji 40 w wysokości 100 mld USD zakłada, że wartość netto miliarderów pozostanie niezmieniona i płynna – założenie, które sam podatek niszczy w momencie wejścia w życie, co sprawia, że rzeczywiste wpływy będą prawdopodobnie o 30–50% niższe niż prognozowane, jednocześnie wywołując dziesięciolecia trwające spory dotyczące wyceny."
Ten artykuł to klasyka selektywnego ramowania. Tak, ucieczka miliarderów jest realna — precedenty Brina, Muska, Griffina są udokumentowane. Ale artykuł splata *arbitraż rezydencji* (uniknięcie jednorazowego opodatkowania) z *trwałą erozją bazy podatkowej*, i ignoruje to, że 1% najbogatszych Kalifornii już uciekło podczas dekad stawki marginalnej podatku dochodowego na poziomie 13,3%. Jeśli Propozycja 40 zostanie przyjęta, prawdziwe pytanie nie brzmi, czy miliarderzy odejdą — ale czy szacunek przychodów w wysokości 100 mld USD zakłada statyczną wartość netto (2 bln USD), gdy sam podatek *spowoduje* rewaluację i relokację. Artykuł ukrywa też, że bezpośrednie zwolnienie nieruchomości oznacza, że ok. 40% majątku miliarderów (nielikwidne nieruchomości) jest nie do dotknięcia, a spory sądowe o wycenę firm prywatnych mogą opóźnić pobór o lata. Na koniec: artykuł traktuje demokratyczne „jedność” jako ustaloną sprawę, jednocześnie zauważając, że guwernator, jego kandydat na następcę, nauczyciele i strażacy pożarni wszyscy się temu opowiadają — to nie jest jedność, to pęknięta koalicja.
Jeśli to przejdzie i faktycznie zebra nawet 40–50 mld USD (połowa szacunków), zanim procesy sądowe zmielą to w proch, Kalifornia i tak zamknie realną dziurę budżetową na 2026–27, a polityczny precedens — a nie przychód — to co decyduje o pędzie podatku od bogactwa na szczeblu krajowym przy Kongresie sympatycznym Sandersowi.
"Przychody i szanse na przejście są przeszacowane; aktywa niepłynne, spory wyceny i emigracja prawdopodobnie ograniczą wpływy i sprowokują długotrwałe batalie prawne."
Najsilniejszym wnioskiem jest to, że poparcie dla Prop 40 może bagatelizować realne ryzyka wykonania i niepewność wpływów. Opodatkowanie majątku miliarderów na poziomie 5% jako jednorazowy cios brzmi prosto, ale prywatny majątek jest nielikwidny i łatwo podlega restrukturyzacji; wyceny będą kwestionowane; zmiany rezydencji i obietnice darowizn zmniejszą podstawę opodatkowania; wyzwania prawne i konstytucyjne mogą trwać latami, osłabiając wpływające środki. Szacunek w wysokości 100 miliardów dolarów zakłada, że na koniec roku podlegać opodatkowaniu będzie dwie biliony dolarów płynnego majątku, co jest mało prawdopodobne. Jeśli propozycja zostanie przyjęta, Kalifornia stanie nie tylko przed rachunkiem podatkowym, ale także przed narracją dotyczącą zarządzania i ucieczki kapitału, która może bardziej ograniczyć inwestycje niż zwiększyć przychody.
Najsilniejszym kontrargumentem jest to, że poparcie polityczne oraz perspektywa gotówki z góry mogą się urzeczywistnić, a przychody w krótkim okresie mogą okazać się wyższe niż oczekiwano, jeśli płynność miliarderów pozostanie wysoka, a egzekwowanie będzie stanowcze. Ryzyko ucieczki może być w nadmiarze wyolbrzymiane w krótkim okresie.
"Tworzenie biurokracji podatkowej od majątku gwarantuje jej trwałość i przyspiesza przenoszenie siedzib korporacji, co wykracza poza zmiany rezydencji jednostek."
Claude bagatelizuje ryzyko infrastruktury administracyjnej: po zbudowaniu systemu śledzenia wartości netto na potrzeby „jednorazowego” podatku, koszt marginalny wprowadzenia go jako podatku okresowego spada niemal do zera. Stała wycena z dyskontem dla firm z siedzibą w Kalifornii, którą proponuje Gemini, to rzeczywisty skutek drugiego rzędu—spodziewaj się, że struktury udziałowe spółek prywatnych i alokacje kapitału VC przeniosą się do Teksasu/Nevady szybciej niż osoby fizyczne. Matematyka statycznej podstawy o wartości 100 mld USD zawali się pod tym wpływem.
"Podatku to spowoduje prewencyjny wyjazd kapitałowy, który niszczy płynność potrzebną do finansowania opłaty przed rozpoczęciem jej pobierania."
Claude, pomijasz efekt „zablokowania”. Jeśli Prop 40 spowoduje masowe ucieczki przed rejestracją w grudniu 2026 roku, baza podatkowa wyparuje, zanim stan zbierze choćby jeden cent. Wskazówka Geminiego dotycząca zniżek wyceny jest kluczowa – nie chodzi tylko o ucieczkę jednostek, ale o instytucjonalny koszt kapitału dla startupów z siedzibą w Kalifornii. Jeśli stan zmusi do zdarzenia płynnościowego w kapitale prywatnym, rezultatem będzie masowa wyprzedaż aktywów, która zniweluje właśnie tę bazę podatkową, którą próbują wykorzystać.
"Prawdziwe ryzyko systemowe nie polega na tym, czy Prop 40 pobiera opłaty od miliarderów – leży w tym, że częściowy sukces normalizuje opodatkowanie majątku przy niższych progiach, gdzie unikanie podatku jest trudniejsze."
Podejście Gemini do „zamknięcia” (lock-in) jest odwrócone. Zrzut z 31 grudnia 2026 roku *jest* tym zamknięciem – to stała data, a nie uruchamiany okresowo wyzwalacz. Ucieczka miliarderów przed tą datą zmniejsza podstawę opodatkowania, tak, ale to jest już wycenione w pesymizmie rzędu 100 mld USD. Prawdziwe ryzyko, którego pomijają zarówno Gemini, jak i Grok: jeśli nawet 40–50 mld USD faktycznie zostanie zebranych przed rozstrzygnięciami sądowymi, kaliforniańska klasa polityczna nauczy się, że to działa. Wtedy „jednorazowa” infrastruktura stanie się wzorem dla powtarzalnych opłat na *niższych* progach majątkowych (50 mln USD, 10 mln USD), gdzie koszty ucieczki przewyższają oszczędności podatkowe. To jest zarażenie precedensem.
"Prawdziwym ryzykiem nie jest jednorazowa eksodus; to, że trackowanie net-worth staje się narzędziem recurring revenue, które podkopuje prywatne rynki Kalifornii na długo przed zmaterializowaniem się jakichkolwiek przychodów rzędu $100B."
Gemini, założenie „zamknięcia” zakłada stałą podstawę i ostre wyjście. W rzeczywistości jednak ślad administracyjny potrzebny do śledzenia stanu majątku zmieni zachowania znacznie wcześniej niż 31 grudnia 2026 r., nie tylko po tej dacie. Większym ryzykiem jest skalowanie po zebraniu danych: gdy państwo będzie potrafiło oszacować wartość aktywów nielikwidnych, jednorazowy podatek stanie się precedensem dla cyklicznych opłat nakładanych na szersze segmenty majątkowe, co może doprowadzić do załamania prywatnych rynków w Kalifornii znacznie przed osiągnięciem progu 100 miliardów dolarów.
Konsensus panelu jest niedźwiedzi wobec Propozycji 40, jednorazowego 5% podatku od majątku kalifornijskich miliarderów. Argumentują, że ryzykuje on przyspieszeniem emigracji, sporami o wycenę i przyszłymi niedoborami dochodów, z potencjałem, że podatek stanie się powtarzalny i wywoła lata sporów sądowych.
Największym pojedynczym ryzykiem wskazanym jest potencjalne przekształcenie się podatku w stały, co doprowadzi do trwałego dyskonta wyceny firm z siedzibą w Kalifornii oraz masowej przymusowej likwidacji.